Jak za dzieciaka…

Jak byliśmy za starych czasów maluchami i rodzice się nami opiekowali, to jak coś nabroiliśmy dostawaliśmy w tyłek od naszych rodziców. Teraz jest to nie do pomyślenia, bo dzieciak zadzwoni na policję i niestety potem są skutki. Chyba nasze pokolenie opiekunów w sumie miało szczęście z takim wychowem, bo nauczyliśmy się szacunku dla starszych. Tak nam wpojono w nasze charaktery. Teraz opiekujemy się ludźmi starszymi i jak tak patrzymy z perspektywy, to ci seniorzy są w dalszym ciągu szanowani bez względu na to, czy jeszcze koło siebie zrobią, czy już leżą i trzeba się nimi opiekować. Pomóżmy im jakkolwiek…

Tych, co znamy

Spotykamy naszych sąsiadów i cały czas mamy wrażenie, że trzeba się nimi opiekować ze względu na ich wiek. Obserwujemy, pomagamy w sklepie nie bacząc na nasze potrzeby i zajmuje to nasz czas. To jednak jest nieważne, ponieważ kiedyś, kiedy byliśmy szkrabami, to właśnie oni nam pomagali wstać po upadku na rowerze, odrzucić piłkę w zabawie i poczęstować jabłkiem. Potem, kiedy dojrzeliśmy, to mogliśmy się zapytać o pracę, o życie, kiedy wraz z rodzicami siedzieliśmy przy kawie z ciastem wraz z nimi. Dysputy, uczenie się życia w takim gronie było naprawdę nieocenione. Teraz na stare lata my musimy się nimi także opiekować….

Rodzic i opieka

W przypadku opieki nad rodzicem to jest to trochę kłopotliwa sprawa. Jeżeli musimy codziennie oglądać to, co się dzieje lub widzieć, jak rodzic powoli gaśnie, to sprawa nie jest przyjemna. Szczególnie to chyba dotyczy opieki nad rodzicem leżącym. Pomimo to, że przychodzi pielęgniarka środowiskowa to i tak reszta należy do nas. Jedno jest tylko pewne, że właśnie ona nas uczy pewnych rzeczy, które nam się mogą przydać przy pomocy ojcu, czy matce. Jak zrobić zastrzyk, podać leki, zmienić pościel i inne techniki w opiece. Wpada zazwyczaj rano, ale dzień jest już nasz i niestety wiele obowiązków musimy wykonać rozdwajając się na domowe obowiązki i pilnowanie rodzica…

Seniorzy znajomi

Znajomi seniorzy, którzy już mają poważne problemy ze zdrowiem martwią nas. W końcu tyle lat się z nimi znamy, więc należy im pomóc w jakikolwiek sposób. Staramy się zapewnić im dostęp do rehabilitacji w wersji początkowej, jak i rodzina. Pewnie, że my znamy kogoś, rodzina zna kogoś i jak sklecimy to wszystko, to wychodzi nam całkiem niezły wynik. Nie trzeba wyjeżdżać za granicę, by pomóc. W zasadzie pomagamy im ze względu na wiek i sympatię i robi się z tego wolontariat. Można np. pomóc sąsiadowi, albo sąsiadce, bo rodzina nie może być cały czas na miejscu. To też jest opieka, nawet dochodząc. Szanujmy naszych sąsiadów.

Opieka nad seniorem

Bardzo złożone jest to zajęcie, ponieważ wyjeżdżając np. do Niemiec za pracą, nie wiemy, czy damy radę. Patrząc na tych chorych ludzi, ciągle zastanawiamy się nad sobą. Jacy będziemy, kiedy starość do nas przyjdzie, czy będziemy tacy niedołężni jak oni, albo czy będzie ktoś, kto nam pomoże w codziennych czynnościach i czy w ogóle będziemy mieli świadomość, że jeszcze potrafimy myśleć. Mając kontakt z takimi ludźmi chyba jesteśmy przerażeni trochę przyszłością, naszą przyszłością. Co los nam przyniesie, to trudno osądzić, ale jakoś zawsze walczymy, by być sprawnym na stare lata i by się nami nikt nie musiał opiekować.

Zwycięstwo w opiece

Najgorzej jest jechać pierwszy raz do pracy w opiece. Człowiek jest tak wystraszony, bo wiadomo trzeba zarobić i boi się, co go będzie czekać na miejscu. Podczas jazdy na Stellę mamy sporo czasu, żeby się zastanowić, jak to będzie, czy mnie zaakceptuje podopieczny i rodzina, a także sąsiedzi pomimo to, że w zasadzie niby jest to im obojętne, ale kontrolują nas non stop i jesteśmy pod ciągłą obserwacją. Zarówno ich jak i rodziny chorego. No i diabeł tkwi w szczegółach. Ale jak potem będzie dobrze, to także jesteśmy dobrymi opiekunami i potem możemy powiedzieć: „Przybyłem, opiekowałem się, zwyciężyłem!”

Nasi przyjaciele

Będąc na Stelli musimy zwrócić uwagę nie tylko na to, jak pracować, ale także na to, co wokół nas się dzieje. Kwestia opieki jest ważna, ponieważ musimy wykonać niby nasze zadania, ale i tak przywiązujemy się do tych osób, którzy stają się naszymi przyjaciółmi. Wspólna herbatka i ciasteczko po południu, wspólne rozmowy powodują, że wiążemy się w jakiś sposób ze sobą i jesteśmy jakoś rodzinnie związani. To chyba powoduje, że stajemy się w sumie przyjaciółmi i nawiązaną nicią porozumienia i kontaktu. Czasami nie chcemy w zasadzie jechać, a potem okazuje się, że mamy wspólny język i zgrywamy się na dzień dobry.To dobry znak.

Galerianki i inni

Wiadomo, kto jest galerianką. W końcu robią coś, co nie powinno mieć miejsca i biorą za to pieniądze. Szkoda tylko, że nie mogą jechać do pracy jako opiekunka, bo niestety wiek na to nie pozwala. Dlaczego więc nie pomagają nawet bez pieniędzy, bo zdarzają się ludzie potrzebujący na stare lata pomocy i można coś zdziałać. Niestety jednak młodzi ludzie działają na własną rękę i myślą, że to wszystko jakoś ujdzie bez ingerencji. Przecież mogą pomóc dochodząc do człowieka chorego i pomóc w zwyczajnych sprawach, czyli zakupy, trochę ogarnąć w domu, bądź w kuchni, bo senior musi coś zjeść i jakąś herbatę wypić. Trzeba młodych ludzi uczyć…

Chorzy

Zdarza się, że otrzymując zlecenie tylko dostajemy wstępne informacje i nie mamy pojęcia, jakie warunki nas czekają. Dowiadujemy się tego dopiero na miejscu i sami musimy ocenić, jak to wszystko na miejscu wygląda. Będąc opiekunem czy opiekunką zastajemy człowieka chorego, leżącego, przy którym naprawdę trzeba popracować. Niby pomagają nam pielęgniarki z Pflegedienst, ale czasem naprawdę musimy sobie radzić totalnie sami. Kwestia tego, to jak to wykonamy i czy rodzina nie będzie z nas zadowolona. My sami staramy się jak najlepiej, ale jak zastajemy człowieka z odleżynami i np. z siniejącymi stopami, to okazuje się, że my mamy więcej serca aniżeli pielęgniarki z firmy na miejscu. Ja rozumiem, że tak pracują na co dzień, ale tak wybrały, że powinny się z tym liczyć. No nie?

Seniorzy

Opieka nad seniorami czasami bywa zaskakująca. Jakoś jak my opiekunowie staramy się oporządzić podopiecznego i wszystko jest w porządku należytym, to pielęgniarki z Pflegedienst potrafią spartolić całą naszą pracę, robiąc wszystko po łebkach. Wtedy jest to dla nas wkurzające, bo poświęciliśmy tyle pracy, a potem praktycznie wszystko jest przez nie zniszczone. No tak się nie robi. Od tego jest pielęgniarka, by pomóc, bo dostaje pieniążki za pracę. Zauważyłam, że Polacy mieszkający w Niemczech i zajmujący się seniorami w domu wykonują więcej pracy aniżeli Niemki, czy Niemcy zajmujący się opieką z firmy. Denerwuje mnie to